Jaskinia

Jaskinia

Zajawka

"Sara wpatrzona w ciemną otchłań jaskini ruszyła niepewnie przed siebie. Z całej siły wytężała wzrok aby dojrzeć choćby namiastkę tajnego przejścia. Bała się, że go przeoczy i zamiast przenieść się do innego świata , zgubi się w ciemnej, zimnej jaskini."

Jaskinia
Muzyka do czytania

W dolinie, u podnóża ośnieżonych szczytów, sięgających niemal gwiazd znajdowało się niewielkie, tajemnicze miasteczko. Wśród odgłosów trzaskającego drewna palącego się w kominku słychać było legendy o niebezpiecznych istotach zamieszkujących wysokie szczyty i o magicznej jaskini, z której jeszcze nikomu nie udało się wrócić z powrotem. Do legend każdy dodawał szczyptę własnej wyobraźni, lęku, tak by spotęgować atrakcyjność opowiadanej historii. W ten sposób z niewinnej bajki o starcu, który zdobył wszystkie szczyty otaczające miasteczko powstały mrożące krew w żyłach opowieści. Pewnego dnia gdy dziesięcioletnia Sara nie wróciła ze spaceru do domu, w miasteczku zawrzało od spekulacji i na poczekaniu powstawały nowe straszne opowiadania, które były jeszcze bardziej przerażające od starych legend.

Co się stało z Sarą? Dziewczynka wędrowała bardzo dobrze znaną jej ścieżką u podnóża majestatycznej góry. Słońce przebijało się przez poruszane wiatrem gałęzie drzew bawiąc się z nią w berka. W pewnym momencie naprzeciw siebie zobaczyła młodego jelonka. Sądziła, że ucieknie w popłochu na jej widok, jednak jelonek stał w miejscu wpatrując się z ciekawością w dziewczynkę.

Sara zamarła w bezruchu nie chcąc spłoszyć zwierzęcia. Jelonek skinął delikatnie głową na przywitanie i wolnym krokiem ruszył w las oglądając się za siebie jakby zapraszał dziewczynkę do wspólnego spaceru. Sara bez zastanowienia ruszyła w ślad za nim. Jelonek prowadził dziką, wąską ścieżką zatrzymując się co chwilę. W końcu doszli do miejsca gdzie znajdowała się granica śniegu. Zwierzę minęło jeszcze parę drzew kierując się do skalistego zbocza i tam stanęło przed ciemną, niezbyt wysoką jaskinią.

Sara nie myślała w tym momencie o strasznych legendach krążących wśród małej społeczności miasteczka, ale o historii, którą kiedyś opowiedziała jej babcia. Mówiła, że gdy była jeszcze dzieckiem rodzice opowiadali jej o małej jaskini ukrytej gdzieś w górach. Nikt nigdy dokładnie nie poznał jej położenia, ale podobno znajdowało się w niej tajne przejście do innego świata, z którego nikt jeszcze nigdy nie wrócił.

– Musisz tam wejść sama – przemówił nagle jelonek wprawiając Sarę w osłupienie.

– Ale, ale, po co ja mam tam wchodzić? – zapytała prawie szeptem dziewczynka.

– Zobaczysz jak dojdziesz na miejsce – odpowiedział tajemniczo jelonek po czym zniknął w gęstwinie drzew pozostawiając dziewczynkę samą.

Sara wpatrzona w ciemną otchłań jaskini ruszyła niepewnie przed siebie. Z całej siły wytężała wzrok aby dojrzeć choćby namiastkę tajnego przejścia. Bała się, że go przeoczy i zamiast przenieść się do innego świata , zgubi się w ciemnej, zimnej jaskini. Kiedy znalazła się w środku, a oczy przyzwyczaiły się do mroku, zobaczyła że jaskinia wcale nie jest długa, a na kończącej ją ścianie widniały białe napisy i malowidła, których znaczenia nie potrafiła odszyfrować. Próbując dotknąć najniżej położonego na ścianie napisu, nagle znalazła się na skraju polany. W powietrzu wirowały ogromne płatki śniegu. Z łatwością można było dostrzec strukturę każdego z nich. Sara spróbowała złapać jeden płatek do ręki, ale gdy tylko zetknął się z jej dłonią, natychmiast skruszył się w drobny, migoczący pył. Ten sam efekt zaobserwowała wokół siebie. Płatki spadając na ziemię czy też drzewa rozpadały się, tworząc przyjemny, śnieżny puch, składający się z miniaturowych kryształków. Dziewczynka stała tak dłuższą chwilę obserwując kolejne, opadające lekko kryształy podziwiając ich różnorodność. Z zachwytu wyrwał ją dobiegający zza drzew śpiew. Sara ucieszyła się, że trafiła do zamieszkałej przez ludzi krainy i postanowiła ruszyć za głosem przyjemnej melodii.

Wytężone do granic możliwości zmysły wzroku i słuchu przeszywały jej wnętrze nieznanym dotąd dreszczem. Powiew świeżości i wiary w to, że świat nie musi być pełen niebezpieczeństw i okrutnych legend spowodował ogromny wybuch radości. Otoczenie zdawało się odbierać jej dobre wibracje. Duże płatki śniegu utworzyły tunel pomiędzy drzewami aby wskazać jej źródło pięknej melodii. Tanecznym krokiem szybko dotarła do niewielkiego kamiennego domu, z którego biło przyjemne ciepło. Na granicy polany, tunel z płatków kończył się, a śnieżynki nie miały odwagi zbliżyć się bardziej jakby wiedziały, że ciepło otaczające dom zniszczy ich wyjątkową strukturę. Dziewczynka nieśmiało uchyliła drzwi aby zerknąć do środka. Zdziwiła się gdyż wnętrze domu było bardzo przestronne, mogące pomieścić z powodzeniem kilkadziesiąt osób. Na środku stał ogromny kominek przy, którym na bujanym fotelu siedziała śpiewająca starsza pani. Obok niej na ziemi siedziało dwóch młodzieńców grających na tajemniczych instrumentach brzmiących podobnie do pozytywki. Kompozycja tworzyła hipnotyzującą, harmonijną całość, której chciało się słuchać bez końca. Pozostali mieszkańcy debatowali przy stołach zajadając się świeżo upieczonym na ogniu mięsem. Dopiero gdy kobieta przestała śpiewać zawołała do siebie Sarę.

– Jaką wiadomość przesyła nam władca? – spytała miękkim, życzliwym głosem.

– Ja, ja, ja nie przyszłam do was od władcy tylko odnalazłam tajemnicze przejście w jaskini, które przeniosło mnie do waszego świata – wyjąkała przestraszona dziewczynka, a rozmowy w izbie nagle umilkły i każdy skierował wzrok w jej stronę.

– A więc to jednak prawda?! Istnieje magiczne przejście pomiędzy naszymi krainami! Myślałam, że to tylko takie ludowe opowieści – uśmiechnęła się kobieta nie kryjąc zdumienia. – Powiedz mi czy zapamiętałaś drogę do tego tunelu? Wiesz jak on wygląda?

– Myślę, że łatwo odnajdę drogę powrotną po śladach na śniegu, a płatki śniegu utworzyły dla mnie specjalny tunel żebym mogła trafić do waszego domu – powiedziała tym razem już śmielej Sara.

Starsza pani skinęła głową na młodzieńców siedzących przed nią aby wyszli sprawdzić dokąd biegną ślady dziewczynki. Wrócili po chwili kiwając głowami.

– Płatki zatarły za tobą wszelkie ślady. W naszym świecie płatki mają przeróżne zdolności. Mogło ci się wydawać, że przeszłaś zaledwie parę kroków, a one przeniosły cię w tunelu o kilka mil – tłumaczył dziewczynce jeden z młodzieńców.

– Ale ja słyszałam waszą pieśń zaraz po przejściu przez tunel – broniła się Sara nie chcąc uwierzyć w to, że nie będzie w stanie odnaleźć drogi powrotnej.

– W przenoszeniu dźwięków śnieżynki są również bardzo dobre. Potrafią zdezorientować najlepszych myśliwych i tropicieli, którzy doskonale znają każdy zakątek naszego lasu – odparła zatroskana kobieta.

– Jak znalazłaś jaskinie z tajemnym przejściem? Legendy głoszą, że jest ono pilnie strzeżone przez przyrodę i nikt przypadkowy nie będzie w stanie go odnaleźć – opowiadał z przekonaniem starszy mężczyzna przy stole.

Sara opowiedziała o spacerze z tajemniczym, rogatym przewodnikiem. Kiedy wszyscy zrozumieli, że to nie przez przypadek dziewczynka znalazła się w ich krainie zaproszono ją do wspólnego ucztowania przy tańcach i śpiewie. Przy stole opowiedzieli jej, że tworzą tylko maleńką społeczność, która uwolniła się spod chciwych szponów władcy.

– Musisz na niego bardzo uważać moja droga. Pod maską początkowego zainteresowania i bezinteresowności czai się potwór, który uwielbia przejmować powoli kontrolę nad życiem każdego poddanego. Gdy już to osiągnie wtedy ukazuje swoje prawdziwe oblicze, wymagające niewolniczej pracy i uwielbienia jego osoby. Bardzo sprytny sposób na złowienie ofiary, która później ma marne szanse na uwolnienie się ze szponów nowo narodzonego nałogu. Większość ludzi nie zdaje sobie nawet z tego sprawy.

– Dlaczego mnie przed nim ostrzegasz? Nie chcę się z nim spotkać! – przestraszyła się Sara.

– Obawiam się moje dziecko, że jest to jedyna droga, która zaprowadzi cię z powrotem do domu. W mieście znajduje się pamiętnik twojego prapradziadka z dokładną mapą wskazującą miejsce tajemnego przejścia. Jemu niestety nie udało się wrócić do domu, władca zawładną jego sercem, ale może to na ciebie wciąż czekają jego zapiski? – Kobieta uśmiechnęła się tajemniczo, a jej oczy zdawały się widzieć rzeczy, których Sara nie była w stanie zobaczyć.

– Skąd pani wie o moim pradziadku? – wyszeptała cichutko.

– Byłam kiedyś służką władcy, jedną z najbardziej zaufanych osób u jego boku. Dostałam wtedy w prezencie od niego tę katarynkę, w której znajduje się ślubne zdjęcie twojego prapradziadka. Sama zobacz – staruszka wręczyła dziewczynce niebieskie, pięknie ozdobione pudełko. Po jego otwarciu w pokoju zagościły delikatne tony marsza weselnego, a szczęśliwe postacie ze zdjęcia wyglądały wciąż jak żywe.

– Ona wygląda dokładnie tak jak ja – zdziwiła się.

– He he, raczej Ty wyglądasz jak ona – roześmiała się serdecznie starsza pani. – A o nim zawsze mówiliśmy człowiek z innego wymiaru – wskazała na młodzieńca na zdjęciu.

Sara zrozumiała, że musi pójść do miasta aby odzyskać pamiętnik i przywrócić do życia zapomniane legendy o magicznym przejściu między dwoma różnymi światami.

– Zaprowadzisz mnie jutro do miasta?

Kobieta wzdrygnęła się na samą myśl o powrocie. Bała się, ze gdy znowu tam trafi to nie znajdzie w sobie siły aby oprzeć się słodkim słowom władcy i zostanie tam uwięziona na zawsze.

– Nie bój się, tyle o nim wiesz, że nie zdoła cię znowu zwieść. – Sara bezbłędnie odczytała jej lęk.

– Gdyby to było takie proste. On ma zdolność zaglądania do najgłębszych zakamarków duszy, tam gdzie nawet sami często nie mamy dostępu.

– A jednak udało ci się uwolnić – uśmiechnęła się dziewczynka pełna wiary w siebie.

Kobieta tylko uśmiechnęła się tajemniczo.

– Teraz już pora odpocząć. Jutro wskażę ci drogę do miasta. Katarynkę weźmiesz ze sobą aby przypominała ci o twoim pradziadku.

Nazajutrz rano Sara wyszła z kamiennego domu by przyjrzeć się okolicy, z cichą nadzieją rozglądała się w poszukiwaniu drogi do swojego domu. Płatki wirowały wokół polany zapraszając ją do dalszej wspólnej wędrówki. W oddali, pomiędzy płatkami zobaczyła przemieszczjące się światło i nie myśląc wiele ruszyła w jego stronę jakby pchnęła ją jakaś niewidzialna siła.

Okazało się, że był to poduszkowiec patrolujący okolicę lasu. Położenie małego, kamiennego domu było wciąż dla władcy zagadką nie do rozwikłania. Potrafił świetnie się ukrywać przed niechcianymi oczami wykorzystując do tego magiczne zdolności płatków śniegu.

– Skąd się tutaj wzięłaś mała? Zabłądziłaś w lesie? – zapytał pilot uśmiechając się pod okazałym wąsem.

– Tak, szukam drogi do miasta – odparła odważnie Sara i wskoczyła na pokład nowoczesnego pojazdu latającego.

– Taką zgubę muszę zawieść prosto przed oblicze władcy. Nie kojarzę cię z miasta chociaż twoja twarz kogoś mi przypomina – zastanawiał się pilot lecąc wprost do wielkiego, lśniącego wszystkimi kolorami pałacu.

– Ja również pana nie kojarzę – odparła wywołując gromki śmiech mężczyzny.

Obok pilota znajdowały się spore ilości pustych i pełnych puszek jakiegoś dziwnego, ciemnego napoju. Dopiero teraz poczuła słodki, mdły zapach unoszący się ze sterty zużytych opakowań.

– Co to jest za napój? – dziewczynka wskazała stertę śmieci.

Pilot odchrząknął nerwowo, spojrzał na nią szybko, po czym otworzył kolejną puszkę aby napić się chociaż troszkę ciemnego płynu. Po pierwszym łyku odetchnął z ulgą.

– To przynosi mi ulgę, ukojenie jakiego nic nie jest w stanie mi dać. Władca daje mi tą ambrozję jako zapłatę za moją pracę – mówił zadowolony rozkoszując się kolejnymi łykami słodkiego napoju – to znaczy daje mi dużo więcej, ale to jest dla mnie najważniejsza nagroda. A ty co dostajesz?

– Mmmmm, ja jeszcze nic nie dostaję, dopiero się uczę – odparła powoli, zastanawiając się nad niebudzącą podejrzeń odpowiedzią.

– No tak, jesteś jeszcze dzieckiem – skwitował ze zrozumieniem pilot.

Kiedy byli już blisko pałacu powiadomił przez radio, że pragnie umówić się na pilną audiencję gdyż ma na pokładzie gościa odnalezionego podczas misji zwiadowczej. Na wizytę u władcy zostali zaproszeni niemal natychmiast. Sarę bardzo zdziwił jego wygląd, był młody, elegancki, uśmiechnięty i otwarty na każdego. Gdy tylko ją zobaczył, zaczął się jej przyglądać z nieskrywaną ciekawością, ale uśmiech na jego twarzy nie zniknął ani na chwilę.

– Witaj mała damo, chociaż wyglądasz dziwnie znajomo to nie kojarzę cię z naszego miasteczka. Kim jesteś? Czyżbyś była córką naszych niesfornych uciekinierów? – mówił nie odrywając od niej przebiegłych oczu, które czyhały na jakikolwiek gest zdradzający rąbek tajemnicy. Sara wiedziała, że to co przed sobą widzi to tylko pozory i ze wszystkich sił próbowała zdusić w sobie lęk pierwszego spotkania. Nie chciała tak od razu wszystkiego o sobie opowiedzieć, ponieważ czuła, że element tajemnicy będzie jej wielkim atutem w walce o wolność.

– Witaj władco. Czy moglibyśmy najpierw usiąść i coś zjeść zanim przejdziemy do mojej historii. Nie chciałbyś chyba żebym zemdlała z głodu w najciekawszym momencie opowieści.

Władca zniecierpliwił się delikatnie, ale zachował pozory miłego, dobrego króla i zaprosił dziewczynkę na wspólne śniadanie. Zawiedziony pilot został odprawiony z kwitkiem, chociaż bardzo nalegał, że on również chce poznać prawdę o tajemniczej wędrowniczce. Na pocieszenie otrzymał zgrzewkę swojego ulubionego napoju.

– Proszę, częstuj się. – Władca zaprosił Sarę do stołu, która akurat podziwiała naścienne obrazy w ogromnej sali balowej.

Na jednym z nich rozpoznała starą kobietę z kamiennego domku. Na obrazie była młoda, szczęśliwa i tętniąca życiem, a władca wyglądał identycznie jak teraz. Najwyraźniej czas nie pozostawiał na nim żadnych śladów co wydało się Sarze bardzo podejrzane. Usiadła spokojnie przy stole próbując zapomnieć o obrazie. Nie umknęło to jednak bystrym oczom władcy.

– Czegoś się przestraszyłaś? Wyglądasz jakbyś właśnie zobaczyła ducha.

– Nie, nie, to chyba z głodu. Zaraz poczuję się lepiej tylko muszę coś zjeść – zapewniała Sara sięgając po świeżą, chrupiącą bułkę.

– Skąd znam twoją twarz? – zastanawiał się bezskutecznie mężczyzna.

Śniadanie jedli w milczeniu, każdy zatopiony w swoich myślach, obmyślał strategię rozmowy.

– No dobrze, widzę że lepiej się już czujesz. Teraz proszę powiedz mi, dlaczego sama błąkałaś się po lesie.

– Ponieważ zgubiłam się i nie potrafię odnaleźć drogi powrotnej do domu – dziewczynka prawie rozpłakała się na myśl, że może już nigdy nie wrócić do domu.

Zdezorientowany władca potrząsnął głową w niedowierzaniu.

– Ale gdzie jest twój dom?

– Po drugiej stronie tajemniczej jaskini, w górskim miasteczku, gdzie ogień trzaska w kominkach przy legendach na wasz temat.

– Już wiem skąd cię znam! Wyglądasz identycznie jak dziewczyna na fotografii w starej katarynce – wyszeptał.

– Tak, to moja praprababcia.

Władca chrząknął aby przywołać się do porządku. Nie mógł dać się zwieść jakiejś małej nieznajomej dziewczynce, a co więcej to on miał zamiar zwieść ją tak, żeby zechciała już na zawsze pozostać w pałacu. Jedyne co musiał zrobić to dotrzeć do jej pragnień i wykorzystać je przeciwko niej.

– Wierzysz w to, że uda ci się wrócić? Przecież twój dziadzio wybrał życie w naszej krainie. Myślę, że spodoba ci się tutaj. Musisz nas tylko lepiej poznać.

– Nie mam nic przeciwko temu aby was poznać, ale chcę aby moja decyzja o powrocie została przez ciebie uszanowana – odparła poważnie i niezwykle dorośle jak na swój wiek Sara.

– Oczywiście, nikt nie będzie cię zmuszał żebyś z nami została – uśmiechnął się podstępnie władca.

Sara postanowiła na razie nie wspominać o pamiętniku dziadka. Z jednej strony pragnęła uciec jak najdalej od tego miejsca, z drugiej jednak ciekawość nie pozwalała odejść bez rozwikłania tajemnicy tego dziwnego miasta. Wszyscy, których do tej pory spotkała na korytarzach wydawali się jakoś dziwnie niespokojni, niby uśmiechnięci, ale oczy zdradzały ukryty skrzętnie smutek. Służąca oprowadziła dziewczynkę po pałacu pokazując jej dostępne pokoje. Sara wybrała mały skromny pokoik, w którym znajdowało się niewielkie pianino. Muzyka sprawiała, że wszelkie troski uciekały na dalszy plan, a ona czuła się wolna i szczęśliwa. Gry na pianinie nauczyła ją mama siadając z nią codziennie wieczorem przed równym rzędem magicznych klawiszy, które po naciśnięciu wypełniały ciszę przyjemną melodią. Dziewczynka często kładła się na kolanach mamy usypiając przy dźwiękach góralskich pieśni.

Sara nie zdążyła się nawet rozejrzeć po pokoju gdy do środka wparowała piątka dzieciaków w podobnym wieku zapraszając ją do wspólnej zabawy. Na terenie miasta stworzony był dla dzieci specjalny park rozrywki. Znajdowało się tam wszystko o czym można było tylko pomarzyć, salony z grami, salony piękności, biblioteki, budki z lodami i goframi, ogromne zjeżdżalnie, baseny. Było to miejsce, w którym nie można było się nudzić, a zadowolone maluchy spędzały tam większość swojego czasu. Sara była zachwycona, nie wiedziała jaką zabawę wybrać jako pierwszą, a od różnorodności i biegających wokół dzieciaków kręciło jej się w głowie. Na początek wybrała duży domek dla lalek, ale kolejne wirujące i grające zabawki co chwilę kusiły ją aby z nich także skorzystać. W ten sposób Sara zmieniała kolejną zabawę co 10 minut, ponieważ wydawało jej się, że następna będzie jeszcze ciekawsza. Pod koniec dnia zmęczona dziewczynka nie wiedziała czym się bawiła, kogo poznała i co podobało jej się najbardziej.

– Jak ci minął dzień? – zapytał zadowolony władca odprowadzając dziewczynkę do pokoju.

– Szybko i intensywnie – odparła ziewając ze zmęczenia.

– Dzięki temu, że wszystko zgromadzone jest w jednym miejscu, mogłaś się bawić wieloma zabawkami i korzystać z rozrywek, na które miałaś ochotę – powiedział zadowolony z siebie.

– Mhm, tylko już nic z tego nie pamiętam. Muszę odpocząć – Sara wczołgała się resztką sił do pokoju i położyła się od razu w łóżku.

W głowie wirowało jej od ilości wrażeń, a zamykając oczy wciąż widziała przed sobą migoczący i dudniący głośną muzyką plac zabaw. Do snu ukoiły ją dźwięki katarynki, która nagle w tajemniczy sposób otworzyła się w jej plecaku. Rano pierwsze kroki skierowała do pianina, a wszyscy którzy mijali jej pokój zatrzymywali się i z zachwytem słuchali pieśni z sąsiedniej, górzystej krainy. Przechodzący tamtędy przypadkowo władca szybko przegonił podwładnych do pracy pod groźbą niewypłacenia im należnego wynagrodzenia. Co było ciekawe każdy otrzymywał wypłatę plus bonus w postaci pysznego płynu, bądź jedzenia, karnetu na gry, zabiegi, w zależności od tego co zaspakajało i usypiało niespokojne serce. Wparował do pokoju Sary wyganiając ją do parku rozrywki. Dziewczynka zmęczona jeszcze wczorajszą ilością wrażeń nie miała ochoty na kolejną dawkę silnych doznań. Ruszyła leniwie na plac obserwując uważnie otoczenie. Wszyscy zabiegani spoglądali na siebie nerwowo, każdy pędził gdzieś z miną jak gdyby miał do załatwienia sprawę ratującą życie całej planety.

W mieście królowały wysokie wieżowce, raz po raz ponad głowami przelatywały niewielkie poduszkowce. Z krajobrazem pozbawionym zieleni kontrastował migoczący park z krzyczącymi w środku dzieciakami. Sara weszła powoli na jego teren kierując się najpierw w stronę huśtawki. Postanowiła poobserwować plac zabaw bujając się do przodu i do tyłu z głową odwróconą do góry nogami. Z tej perspektywy mogła spokojnie nabrać dystansu i wybrać jedną zabawkę. Niestety nie zadziałało to na długo, śmiech i świetna zabawa dzieciaków wokół spowodowały to samo uczucie niezaspokojenia, że tam jest lepiej, fajniej, a ja siedząc tutaj, tracę możliwość świetnej zabawy. Wieczorem zmęczone dzieci szły spać, a miasto zmieniało się w park rozrywki dla dorosłych gdzie otwierały się kluby z przeróżnymi trunkami, sklepy, salony gier i kina. Po Sarę kolejny raz przyszedł zadowolony władca pytając jak jej minął dzień. Zmęczona i rozdrażniona zbyt dużą ilością wrażeń dziewczynka nie miała ochoty na rozmowę. Zamknęła się w swoim pokoju, sięgnęła do plecaka po katarynkę aby usłyszeć jej kojącą melodię. Zdziwiła się, że za każdym razem gdy się ją otwierało grała inną melodię jakby miała zdolność wyczuwania nastroju słuchacza. Sara zasnęła wpatrując się w starą fotografię. Zastanawiała się dlaczego tak naprawdę jej prapradziadek na zawsze pozostał w tej krainie u boku dziwacznego władcy. Może ich świat nie był idealny, nie posiadał tylu wygód oraz rozrywek, ale tam była jego rodzina, osoby które go kochały i czekały na jego powrót. Były tam majestatyczne, ośnieżone szczyty i czas dla bliskich, którego nikt nie żałował dla drugiej osoby. Nazajutrz Sara postanowiła zjeść śniadanie razem z władcą aby go oto zapytać.

– Jaką zapłatę otrzymywał mój dziadek?

– Możliwość korzystania z wszystkich dobrodziejstw tego miasteczka – odparł wymijająco władca.

– Nie prawda, to musiało być coś więcej, coś co sprawiło że stał się twoim więźniem. Co to było? – upierała się Sara nie wierząc w jego słowa.

– To była twoja praprababcia, jego żona. Umarła w dość młodym wieku, a on nie umiał się z tym pogodzić. Zgodził się tu pozostać w zamian za codzienne spotkania z nią. Oczywiście to były tylko jakieś tam wizje z przeszłości, ale on nie potrafił się od nich uwolnić dlatego tkwił tutaj do końca swoich dni żyjąc ułudą przeszłości.

– Ależ to jest okropne! – krzyknęła Sara czując, że łzy same spływają jej po policzkach. – Dlaczego do tego dopuściłeś? – zapytała z pretensją.

– To był jego wybór moje dziecko. Tobie również mogę dać wszystko czego tylko zapragniesz – zaproponował przebiegle.

– W zamian za co? Że będę ci służyć?

– I oddasz mi hołd jako swojemu władcy – uśmiechnął się, a jego twarz przez ułamek sekundy zmieniła się w bestię.

Sara wstała i zaczęła się cofać w kierunku drzwi.

– Musi być coś czego pragniesz. Uwielbiasz muzykę więc może chcesz być sławną, podziwianą przez wszystkich piosenkarką? – próbował nakierować dziewczynkę na szlaki marzeń.

Sara bezwiednie zaczęła sobie wyobrażać jakby to było gdyby rzeczywiście została znaną piosenkarką lecz po chwili przypomniała sobie przestrogę kobiety z kamiennego domu.

– Mogę zostać piosenkarką bez twojej pomocy – odparła z przekonaniem.

– Nie tutaj, o wszystkim w tej krainie decyduję ja – powiedział stanowczo.

– W takim razie musimy się pożegnać – Sara już miała wychodzić z jadalni, ale władca zagrodził jej drogę.

– Nie tak prędko, powiedziałem, że o wszystkim ja tu decyduję! Nie pozwoliłem ci odejść! – władca tracił panowanie nad sobą, a służba kuchenna przyglądała się wszystkiemu w ukryciu.

– Będziesz mnie tutaj więził? – zapytała przestraszona Sara.

– Nie, nie mam zamiaru. Jutro organizuję koncert i chciałbym abyś na nim zagrała, a później jak będziesz chciała to sama odejdziesz. Zgoda? – zaproponował przebiegle.

– Czemu miałabym ci wierzyć? Nie chcesz wypuścić mnie teraz to nie będziesz chciał zrobić tego jutro. Czego się boisz? – Sara czuła się coraz bardziej bezradna.

– Czego ja się boję? Może tego, że jedna mała szkarada może mi popsuć życie w dwóch krainach – odparł tajemniczo.

– W dwóch krainach? Przecież w moim świecie cię nie ma – zdziwiła się dziewczynka.

– To, że mnie nie widać to nie znaczy, że mnie tam nie ma. Jestem w każdym lęku, jaki możesz sobie wyobrazić. Teraz, dzięki temu, że zniknęłaś, lęk związanym ze straszliwą legendą o jaskini, zrobił się jeszcze bardziej wiarygodny i przerażający. Nie możesz tam wrócić i tego zburzyć, bo ludzie przestaną się bać i rozwiną swoje skrzydła wolności – wysyczał po cichu do jej uszu tak żeby nikt inny nie mógł tego usłyszeć.

Kiedy to powiedział Sara uwolniła się i pobiegła ile sił w nogach do drugich drzwi aby uciec z miasta, jednak władcy wystarczyło tylko jedno skinienie ręki, a drzwi same się zamknęły. Mężczyzna buchnął gromkim śmiechem.

– Myślałaś, że tak łatwo jest przede mną uciec? Ha, ha, a mogłaś być sławną piosenkarką, ale trudno to był twój wybór – podchodził do niej wolno ze złowieszczym uśmiechem.

Kiedy znalazł się w połowie jadalni, nagle w pomieszczeniu zabrzmiały przyjemne dźwięki katarynki, która nie wiadomo jak znalazła się nagle w rękach Sary. Pod wpływem melodii dziewczynka przemieniła się w dużego niebieskiego motyla, który wzbił się w powietrze.

– Tylko nie to – wycedził przez zęby władca przemieniając się pod wpływem melodii w prawdziwą postać włochatej bestii.

Drzwi do jadalni otworzyły się z impetem, a za nimi stała stara kobieta z kamiennego domu wraz ze swoimi przyjaciółmi.

– W samą porę! – powiedziała, a bestia zaczęła płonąć ogniem własnej wściekłości spalając się na ich oczach.

– No maleńka leć do jaskini! Płatki wskażą ci drogę, a ja zajmę się przywróceniem tych ludzi do życia – uśmiechnęła się kobieta i skinieniem ręki przemieniła Sarę w motyla.

Motyl wyleciał przez otwarte okno i wleciał wprost do śnieżnego tunelu, który utworzyły magiczne śnieżynki. Gdy pokonał całą drogę przez tunel, usiadł na ziemi i przemienił się z powrotem w małą dziewczynkę. Sara zdziwiła się, że zaledwie po paru krokach znalazła się przed wejściem do niewielkiej groty. Po przejściu przez magiczne wrota jaskini, po drugiej stronie czekał na nią młody jelonek, który zaprosił ją na swój grzbiet. Całe miasteczko nie mogło uwierzyć w to, że dziewczynka po paru dniach spędzonych w górach wróciła do domu cała i zdrowa. Z wyprawy przyniosła ze sobą plecak z niebieską ozdobną pozytywką oraz starym pamiętnikiem swojego prapradziadka. Od tej pory nikt już nie bał się wypraw w góry, a tajemnicze przejście w jaskini w magiczny sposób ukrywało się przed ciekawskimi podróżnikami. Po drugiej stronie trwała lekcja życia na nowo. Ludzie zwolnili trochę tempo, odczuwając i poznając świat, o którego istnieniu wcześniej nie mieli pojęcia.


EM