Kosmiczne rozważania

Kosmiczne rozważania

Zajawka

"Najpierw wychyliły łebki poza mrowisko, sprawdzając, czy nie ma gdzieś w pobliżu nocnego potwora, po czym ruszyły ile sił w nogach do swojego magicznego kamienia. Był to niezwykły kamień, na którym czuły się zawsze bezpiecznie, zawsze poprawiał im humor oraz podsuwał niesamowite pomysły."

Kosmiczne rozważania
Muzyka do czytania

Dwie maleńkie mróweczki – Zosia i Krysia nie mogły usnąć tej nocy w mrowisku. Wielki kopiec, w którym mieszkały, pogrążony był już we śnie. Nudząc się w cichym, jakby wymarłym miasteczku mrówek postanowiły wyjść po raz pierwszy w ciemność nocy. Chociaż strasznie się bały, bo wśród mrówek krążyły legendy o straszliwych stworach podróżujących w ciemności. Wierzono, że kto wyjdzie w nocy z mrowiska, nigdy do niego nie wróci. Przyjaciółki nie znały osobiście żadnej koleżanki, która pomyślała nawet w najśmielszych marzeniach o wyjściu w mrok.

Ciekawość Zosi i Krysi zwyciężyła ze strasznymi legendami. Postanowiły, że nie odejdą daleko, tylko do pobliskiego kamyczka, na którym uwielbiały siedzieć razem obserwując świat w wolnych chwilach. Najpierw wychyliły łebki poza mrowisko, sprawdzając, czy nie ma gdzieś w pobliżu nocnego potwora, po czym ruszyły ile sił w nogach do swojego magicznego kamienia. Był to niezwykły kamień, na którym czuły się zawsze bezpiecznie, zawsze poprawiał im humor oraz podsuwał niesamowite pomysły. Tak przynajmniej myślały Zosia i Krysia, nie zdając sobie sprawy z tego, że to nie była sprawka kamienia, a ich niezwykłej przyjaźni. Kiedy dobiegły na miejsce, rozsiadły się wygodnie, rozglądając się niepewnie na boki. Wokół panował przyjemny półmrok, nie widać było ani jednego żywego stworzonka, a cisza sprawiała, że myśli wydawały się głośniejsze niż zwykle.

– Popatrz Zosiu! Tam w górze znajdują się jakieś maleńkie, świecące punkciki! W dzień ich nigdy nie zauważałam. Ciekawe co to jest?

– Oooo rany! Jakie to piękne! Myślisz, że to żyje i nas obserwuje? – podziwiała niebo zafascynowana Zosia.

– Nie mam pojęcia, ale wiesz co? Kiedyś słyszałam od mojej koleżanki muszki, że istnieją takie świetliki, małe owady, które potrafią świecić w ciemności. Może to one? – zastanawiała się Krysia.

– Myślisz, że mają aż taki rozmach i pokryły całe niebo? Jeżeli to są one, to powinny się do nas odezwać – stwierdziła Zosia, po czym zawołała głośno w stronę nieba – Świetliki, świetliki!!! Czy to wy?

Nastała głucha cisza, ze strony nieba nie było słychać żadnej odpowiedzi. Zosia i Krysia popatrzyły na siebie zdziwione i już miały stwierdzić, że iskierki na niebie nie są zbytnio rozmowne kiedy znienacka pojawił się przed nimi świetlik. Ukłonił się nisko, unosząc się ciągle w powietrzu i przywitał dwie zdziwione mrówki: – Witajcie moje małe koleżanki! Mam na imię Iwo. Czemu tak tu po ciemku hałasujecie? Wołałyście mnie, czy się przesłyszałem?

– Ty świecisz! Ty naprawdę świecisz! Ale czad, tylko czemu tak tam wisicie bez ruchu na niebie? Pięknie to wygląda z ziemi – rozmarzyła się na chwilę Krysia, po czym dodała z dziarską miną – możesz nas tam zabrać ze sobą?

Chcę zobaczyć te wszystkie świetliki z bliska! Iwo patrzył zdziwiony na małą mróweczkę, nie rozumiejąc zupełnie, o czym ona mówi.

– Ale o co chodzi? – zapytał lekko zirytowany świetlik.

– Popatrz w górę Iwo, tam na niebie jest mnóstwo świetlików! Podziwiamy was z naszego kamyka i chciałybyśmy się przyjrzeć z bliska waszemu miastu. Wygląda na potężne, nie to, co nasz maleńki kopczyk – stwierdziła poważna Zosia.

– Ha ha ha, macie fantazję mróweczki, ha ha ha, naprawdę, na to to bym nie wpadł! Ja nie mieszkam tam wysoko na niebie, tylko latam sobie tutaj w miarę nisko po ziemi. Tam – Iwo wskazał ręką na niebo – znajdują się nasi przodkowie, którzy już od nas odeszli. Patrzą na nas i odpoczywają w przytulnych świecących gniazdkach. Niestety jest to tak daleko, że nikomu nigdy nie udało się tam dolecieć.

– Czyli chcesz mi powiedzieć, że patrzą się na nas właśnie nieżyjące świetliki? – spytała zdziwiona Krysia.

– Nie pochlebiaj sobie moja droga, świat jest ogromny, pełen ciekawych stworzeń! A przynajmniej tak słyszałem od innych. Nie myśl sobie, że patrzą akurat na ciebie! – Iwo dokończył z pewną siebie miną.

– Ciekawe, a nawet wydaje mi się lekko przerażające, że lampią się na nas z góry zmarłe świetliki. Po co miałyby to robić i co sobie o nas myślą? A co najgorsze, może coś wspólnie planują – mówiła przestraszona Krysia lekceważąc kąśliwą uwagę Iwa.

– Przestań, Krysia, to tylko jakieś niesprawdzone plotki. Ja tam w plotki nie wierzę! – pocieszała koleżankę Zosia.

– Czy to są tylko plotki panie świetliku, czy rzetelne, czyli wiarygodne informacje? – dopytywała Krysia, dumna z użycia trudnego słowa w swej wypowiedzi.

– Niestety muszę przyznać rację twojej koleżance, to tylko plotki – tutaj świetlik troszkę się rozczulił – a wiecie co w tym wszystkim jest najgorsze? Że wszystkie znane mi owady i zwierzaki twierdzą, że to ich przodkowie się tam znajdują. Wiecie ile już kłótni i walk widziałem przez rywalizację o miejsce na niebie. Jakby nie mogli zrozumieć, że tam w górze znajdują się świetliki, koniec i kropka!

Zosia i Krysia spojrzały na siebie wymownie. Mróweczki rozumiały się bez słów i stało się dla nich jasne, że tam w górze nie czatują na nie żadni przodkowie żyjących na Ziemi stworzeń. Siedziały tak chwilę w milczeniu, patrząc z nadzieją w niebo, a świetlik znudzony zapadłą ciszą poleciał poszukać innego towarzystwa.

– Wiesz co Zosiu, tak sobie myślę, że tam w oddali te małe iskierki to są takie światełka nadziei.

– Możesz troszkę jaśniej? – spytała skołowana Zosia.

– Dla mnie to jest nadzieja, że tam daleko, gdzieś przy tych iskierkach, istnieją takie same światy i miasta jak nasze. W niektórych pewnie są bardziej nowoczesne mrowiska, w innych troszkę prymitywniejsze, ale jesteśmy częścią ogromnej układanki. Nieprzypadkowej, a precyzyjnie zaplanowanej kawałek po kawałeczku.

– Oooo, to piękne co mówisz, ale myślę, że to tylko twoja bujna wyobraźnia podsunęła ci do głowy takie szalone pomysły – skwitowała koleżankę Zosia.

– To zastanówmy się razem, co to jeszcze może być? – zaproponowała Krysia. Koleżanka popatrzyła na nią podejrzliwie.

– Już to sobie wszystko przemyślałaś, prawda?

– Nie, ale mnie to fascynuje. W dzień tego nie widać, a czemu? Zbyt małe punkciki, za słabe światło i wydaje mi się, że duża odległość. Skoro duża odległość to znaczy, że skoro widać je z daleka to muszą być ogromne. Zgadzasz się ze mną? – wydedukowała zapatrzona w niebo Krysia.

– Noooo, chyba tak – przytaknęła Zosia zdziwiona mądrością koleżanki.

– Do tego przepełniło mnie uczucie jedności z tym odległym światem, a moje serce się tam wyrywa, jakbym już tam kiedyś była – mówiła przejęta Krysia, a Zosia ziewnęła, poklepała ją po ramieniu, po czym stwierdziła, że pora spać.

Od tej pory przyjaciółki przesiadywały na kamieniu tylko w dzień, a Krysia sama wychodziła z mrowiska wieczorami, aby patrzeć i kontemplować godzinami niebo. Żadna inna mrówka nie podzielała jej fascynacji ani nie wierzyła w wywody małej koleżanki. Mimo to mróweczka nie zraziła się, a pewnego dnia przyłączył się do niej mężczyzna w średnim wieku, który akurat tamtędy przechodził i postanowił popatrzeć przez chwilkę w niebo. Krysia ruszyła, aby zaprzyjaźnić się z sympatycznie wyglądającym wielkoludem i wspięła się na jego wysoki jak Mount Everest but. Po ciężkiej wspinaczce usiadła, aby na chwilę odsapnąć. Siedzieli tak dosyć długo, Krysia zrobiła sobie wygodne łóżeczko w miękkim materiale wyścielającym wysoki, sportowy but i nawet nie spostrzegła kiedy usnęła. Gdy się obudziła, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Tajemniczy nieznajomy okazał się astronautą, który właśnie wyruszył na swoją kosmiczną misję. Znajdowali się już razem w rakiecie, oddalając się od Ziemi z wielką prędkością.

Krysia zmierzała w swoją pierwszą podróż w głąb kosmosu, gdzie zobaczyła niezliczone ilości planet i gwiazd. Niestety nigdy nie udało jej się powrócić do swojego mrowiska, aby opowiedzieć Zosi o swoich odkryciach. Niczego nieświadome mrówki żyły nadal w swoim kopcu, nie wychylając się w nocy z mrowiska.


EM